Autor: Anna M. Waldorf
Zapraszam do czytania. J
Rozdział 15
"Wątpliwości"
"Wątpliwości"
Zima tego roku zachwycała swoim pięknem. Śnieg sięgającym
wszystkim po kolana, oszronione szyby, na których wielu rysowało przeróżne
kształty, wieczory spędzone przy kominku z kubkiem gorącej herbaty w ręku.
Pomimo niskiej temperatury wielu uczniów wychodziło z zamku na spacer, ulepić
bałwana, czy porzucać w siebie śnieżkami.
Do egzaminów pozostało
jeszcze pół roku, ale nauczyciele codziennie zadawali mnóstwo pracy domowej, za
czego przyczynę podawali „nieuchronnie zbliżające się OWUTEMY”. Większość
uczniów, w tym nawet Lily, nie zwracało jednak uwagi na gadanie nauczycieli i
cieszyło się urokami zimy. Niektórzy nawet szykowali się do spędzania swoich
osiemnastych urodzin. Mowa tu o Syriuszu, który był najstarszy z całej
gromadki. Jak przy każdych urodzinach wypadałoby wyprawić przyjęcie, no i
oczywiście kupić prezent.
- Czyli wasz tata to załatwi?
– zapytał Remus siedzących obok niego Jamesa i Liz.
- Mówił, że tak. Dodatkowo
pogadał z dyrektorem i tamten zgodził się to tu przetransportować.
- No to super. Prezent mamy
załatwiony. Teraz co z imprezą.
- Wydaję mi się, że najlepiej
będzie jak zrobimy coś prostego, żadnych wymyślnych rzeczy.
- A gdzie?
- Najlepiej w Pokoju Życzeń.
- Może przy okazji dałoby
radę namówić Dumbledora na jakieś wyjście do Hogsmeade. - Namówienie go
należało do zadań Lily i Jamesa. Albus Dumbledore wyjątkowo lubił śledzić losy
świeżo zaręczonej pary (oczywiście nie żeby ich śledził, ale ściany mają uszy).
Miał też słabość do każdego z osobna. Lily była jedną z najlepszych uczennic i
to dzięki niej Potter robił nieco mnie dowcipów. Z drugiej strony zawsze śmiał
się z kawałów Huncwotów i niechętnie ich za nie karał.
- I co? Zgodził się?
- Pewnie. Ale dziwne jest to,
co powiedział. – Liz spojrzała pytająco na Jamesa stojąc obok niego przed klasą
do transmutacji. – Powiedział, żebyśmy pamiętali o nim przy wypisywaniu
zaproszeń. – dziewczyna parsknęła śmiechem i poklepała brata po ramieniu.
- Na razie wie tylko on,
niedługo ktoś wygada i dowie się cała szkoła. Dodatkowo jestem prawie pewna, że
nauczyciele też wiedzą. Bo niby z jakiego powodu McGonagall uśmiechałaby się do
ciebie? – nauczycielka wpuściła uczniów do klasy i czekając, aż każdy znajdzie
się na swoim miejscu stanęła przed swoim biurkiem. Parę minut później zaczęła
lekcje. Lily słuchała uważnie słów nauczycielki kiedy na jej ławce wylądowała
koperta z napisem „Otwierają tylko dziewczyny”. Lily wyciągnęła z niej dwie
złożone karteczki. Jedną z imieniem „Syriusz” i drugą z imieniem „James”. Z ciekawością otworzyła pierwszą, z napisem „James”. Były na
niej wypisane, na dodatek tym samym pismem, imiona i nazwiska około dziesięciu
dziewczyn. Była pewna, że na liście wymienione były poprzednie partnerki Jamesa,
ale wiedziała, że może chodzić o coś jeszcze innego. Ostrożnie włożyła liścik z
powrotem do koperty i sięgnęła po listę Syriusza, niejaka Sarah rozpoczynała listę Łapy. Lily postanowiła nie
przekazywać liściku dalej, tylko przechować go i później pokazać Liz, choć w
gruncie rzeczy sama nie wiedziała dlaczego akurat jej.
Po ostatniej godzinie
Eliksirów wszyscy rozsiedli się w Pokoju Wspólnym. Lily podeszła do siedzącej
obok brata Elizabeth.
- Możemy pogadać? –
dziewczyna kiwnęła głową i razem z Evans ruszyły do dormitorium. Lily
wyciągnęła z kieszeni kopertę i podała ją Liz.
- No proszę. Komuś się
ewidentnie musiało nudzić żeby robić takie coś. – Elizabeth podarła kopertę, a
podarte kawałki wyrzuciła do kosza.
- Wiedziałaś, że obaj byli…
mieli tak bujne życie towarzyskie?
- Wiedziałam… Ale chcesz mnie zapytać o coś jeszcze, prawda?
- Wydaję ci się.
- Martwi cię to, że mój brat
miał już, że tak to ujmę, parę dziewczyn. Boisz się, że nie jesteś taka jak one
i, że będzie czegoś od ciebie oczekiwał. A ty nie czujesz się na to gotowa. –
Lily spojrzała na dziewczynę zaskoczona.
- Możliwe. Chodzi o to, że
nie jestem taka jak jego poprzednie dziewczyny. Cały czas czuję, że on się może
mną po prostu znudzić.
- Masz rację, nie jesteś jak
jego poprzednie dziewczyny. Jesteś o wiele lepsza. I wiesz jaka jest największa
różnica między nimi, a tobą? – Lily uniosła pytająco brew patrząc na Liz. – Znaczy
się są dwie. Pierwsza jest taka, że to ciebie naprawdę kocha, a druga że może i
była jakaś pierwsza, ale to ty będziesz tą ostatnią. Będziesz jego żoną. Więc
uwierz mi, nie masz się czym martwić. A jeśli nadal nie będziesz przekonana do
tego, co mówię to porozmawiaj z Jamesem.
Tydzień później.
Obładowana
książkami Lily szła korytarzem wracając ze szkolnej biblioteki, kiedy na jej
drodze stanęła zziajana Dorcas. Lily krzyknęła zaskoczona. Po chwili jednak uspokojona
obdarzyła Meadowes pytając wzrokiem.
- Poprawiasz kondycję, czy
przed kimś uciekasz?
- Muszę się wziąć za siebie.
Ostatnio wyglądam przy tobie dość marnie. Ćwiczysz, czy przestałaś w końcu
podjadać przed snem?
- Haha, przekomiczne. Nigdy
nie podjadałam. Zawsze prowadziłam zdrowy tryb życia.
- Polemizowałabym. Ale w
każdym razie, znalazłam cię.
- Szukałaś mnie?
- Nie, po prostu w przerwie
od szukaniu sensu naszego istnienia szukam swoich przyjaciół. Tak dla rozrywki.
- Dor, słoneczko. Każdy
dobrze wie, że sarkazm to moja cecha rozpoznawcza. Dlaczego mnie szukałaś?
- Powiedziałaś mu?
- Komu? Co?
- No Jamesowi, że nie jesteś
gotowa i te sprawy.
- Po co miałabym mu to mówić…
teraz?
- Czyli powiesz mu, kiedy
zacznie cię napastować?
- Napastować? Dlaczego mój
własny chłopak miałby mnie napastować?
- Mężczyźni to dzikie
zwierzęta, których nie da się ujarzmić. – Lily słysząc to zaśmiała się i
spojrzała rozbawiona na przyjaciółkę.
- Planujesz stworzyć jakiś
feministyczny ruch w Hogwarcie?
- W sumie niezły pomysł.
Zastanowię się nad ta opcją.
Rozmowa zajęła dziewczynom całą
drogę powrotną do wieży Gryffindoru. Weszły do pustego dormitorium, a Lily
odłożyła książki na swoje posłanie. Chwilę później z powrotem stały w Pokoju
Wspólnym.
- Gdzie dziewczyny? – spytała
rozglądając się po pomieszczeniu Dorcas.
- Pewnie siedzą u chłopaków.
Idziemy?
- Nie wiem. – Lily spojrzała
zdziwiona na przyjaciółkę. – Chyba nie mam ochoty.
- Oho, widzę, że przyda nam
się tu jakaś babska rozmowa.
- Pójdziesz po Ann?
- A nie sądzisz, że będzie to
trochę dziwne? Pójdę tam i co? Powiem: „Ann chodź na chwilę, ale Carmen i Liz,
wy nie możecie iść”?
Dorcas posłała jej proszące
spojrzenie. Zirytowana Lily, nic nie mówiąc ruszyła w stronę dormitorium
Huncwotów. Bez pukania weszła do środka, zastając prawie wszystkich przyjaciół
porozkładanych na podłodze. Brakowało tylko Jamesa, Syriusza i Liz. Lily
omiotła spojrzeniem całe dormitorium szukając pozostałej trójki.
- Przed chwilą gdzieś wyszli.
– wyjaśniła Carmen widząc zagubione spojrzenie Rudowłosej. – Ale nie wiemy
gdzie. W sumie my też już idziemy. – wstała i spojrzała wyczekująco na swojego
chłopaka. Uśmiechnęły się z Lily na pożegnanie i razem z Aaronem ruszyli w
stronę Pokoju Wspólnego.
- Ann, Dorcas chcę z nami
pogadać. – Blondynka wstała z podłogi i żegnając się wyszła z pokoju. Po chwili
we dwie stały razem z Dor w PW*.
- Może pójdziemy na spacer po
zamku? – propozycja Ann spotkała się z entuzjazm obu dziewcząt i parę minut
później spacerowały już korytarzami Hogwartu.
- Mów Dorcas, co ci leży na
sercu?
- No po prostu chodzi o to,
że nie mam ochoty na towarzystwo Syriusza i Liz. Cały czas mam wrażenie jakby
chciała mnie zabić spojrzeniem. – przyjaciółki spojrzały na siebie
porozumiewawczo. Wiedząc o co chodzi Dor. Już od jakiegoś czasu między
Elizabeth i Meadowes można było wyczuć napięcie. – Ja rozumiem, że ona lubi
Syriusza, ale bez przesady. Jej nic złego nie zrobiłam.
- Dobrze wiesz, że on jest
dla niej jak drugi brat. W pewnym sensie ją rozumiem.
- Ann ma rację, pamiętasz co
opowiadał nam Remus? Zawsze trzymają się razem. A poza tym sądzę, że w końcu
będziesz musiała się przemóc. Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie możemy się
dzielić na grupy. – Dorcas co prawda nie skomentowała wypowiedzi Lily, ale
wiedziała, że przyjaciółki mają rację. Przecież nie mogła ciągle siedzieć sama
w dormitorium. Nie mogła też kazać im wybierać pomiędzy nią, a resztą.
Następnego dnia w południe uczniowie
szykowali się do wyjścia. Jedni planowali spróbować najróżniejszych smakołyków
z Miodowego Królestwa, inni chcieli kupić sobie coś ładnego na zbliżającą się
imprezę, a jeszcze inni po prostu napić Kremowego Piwa w swoim towarzystwie. Huncwoci
oraz dziewczyny wybrali oczywiście trzecią opcję. Każdy trzymając w dłoni pełny
kufel rozkoszował się chwilą spokoju. Po półgodzinie opuścili ich Lily i James,
którzy postanowili wybrać się na krótki spacer. Szczelnie opatulona szkarłatno-złotym szalikiem Lily kierowała się w stronę zamku. Tuż obok niej szedł James,
który trzymając swoją dziewczynę za rękę umiejętnie omijał uczniów idących w
innym kierunku. Kiedy znaleźli się na zasypanych śniegiem błoniach, zamiast
skierować się do zamku, ruszyli w stronę jeziora. Lily mocniej przylgnęła do
chłopaka.
- Zimno ci? – dziewczyna
pokiwała głową. – No to wracamy do zamku.
- James.
- Tak?
- Jesteś pewny?
- Tego, że wracamy? Raczej
tak.
- Nie żartuj. Wiesz, że nie o
tym mówię. – Potter pytająco spojrzał na Lily, a ta westchnęła i ruszyła dalej.
Zdziwiony James pobiegł za nią.
- Lil! O co ci chodzi?
- Po prostu pytam, czy jesteś
pewny co do tego wszystkiego, do nas, zaręczyn.
- Jak możesz w ogóle o to
pytać. Przecież wiesz, że wszystko co mówiłem było na poważnie. Wiesz, że cię
kocham i w ogóle.
- Właśnie coraz częściej nachodzą
mnie wątpliwości.
- Słucham?
- Ja… nie wiem, czy jestem
dla ciebie odpowiednia. Boję się, że za chwilę ci się znudzę, bo nie jestem tak
rozrywkowa jak inne. – James już chciał jej przerwać, ale widząc minę Lily,
postanowił się nie odzywać. – I na dodatek nie mogę patrzeć, na to jak inne
dziewczyny cały czas się do ciebie uśmiechają i z tobą flirtują. – James zaczął
analizować słowa dziewczyny.
- Nie uważasz, że
przesadzasz? Mam przestać rozmawiać z ludźmi? Dobrze wiesz, że mi na tobie
zależy. Nie uważam cię wcale za mało rozrywkową czy coś w tym rodzaju. Jak w
ogóle możesz tak mówić. Myślę, że tobie chodzi o coś innego. Pewnie to ty nie
jesteś pewna, co do naszego związku. Rozumiem, że mogły najść się wątpliwości
co do zaręczyn. W końcu jesteśmy jeszcze młodzi. Ale nie mogę pojąć, jak w
ogóle możesz wątpić w to co do ciebie czuję. Nie przypominam sobie żebym dał ci
choć jeden powód żebyś tak myślała.
- James, ja… przepraszam. –
Potter patrzył przez chwilę na Lily, po czym bez słowa skierował swoje kroku ku
szkole, zostawiając na błoniach zszokowaną dziewczynę. – James! – chłopak
odwrócił się i rzucił jej przelotne spojrzenie.
- Muszę ochłonąć.
Porozmawiamy później, chyba że znowu najdą cię jakieś nieuzasadnione
wątpliwości.
Stojąca nad brzegiem jeziora
dziewczyna ganiła się w duchu za to co powiedziała. Jak mogła w ogóle pomyśleć,
że James jej nie kocha. Sama odkąd zostali parą nigdy nie zwątpiła w swoje
uczucia względem niego. Jej rozterki były spowodowane zwykłą zazdrością, a może
i brakiem pewności siebie. Kiedy chłopak był już przy wejściu do szkoły
spojrzał jeszcze raz na swoją dziewczynę, która myśląc że nikt jej nie widzi,
rękawem płaszcza wycierała spływającą po jej rumianym policzku łzę.
* PW – Pokój Wspólny, WS –
Wielka Sala. Nie każcie pisać mi tego za każdym razem.
Super! Wreszcie coś jest! Napisz kolejny rozdział jak najszybciej. Życzę weny
OdpowiedzUsuńBardzo fajny Ale... MAŁO!!! Czekam na następny weny weny i jeszcze raz weny!! :D mam nadzieję że teraz nie bd kazała nam czekać tak długo :) jeszcze chwila i byłoby 1/2 roku ;)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny Ale... MAŁO!!! Czekam na następny weny weny i jeszcze raz weny!! :D mam nadzieję że teraz nie bd kazała nam czekać tak długo :) jeszcze chwila i byłoby 1/2 roku ;)
OdpowiedzUsuńDobra, nie owijam w bawełnę.
OdpowiedzUsuńChcę kolejny rozdział! Błagam na kolanach!
Błagam na kolanach o nowy rozdział!
OdpowiedzUsuńKocham tego bloga!
Fajnie piszesz będzie jeszcze NEXT ??
OdpowiedzUsuńBędzie :D
Usuń